Asakusa to najczęściej odwiedzana dzielnica Tokio – a jej główną atrakcją jest oczywiście Sensō-ji, będąca najstarszą buddyjską świątynią w tym mieście. Poświęcona jest Kannon – bogini miłosierdzia, współczucia i życzliwości. Rocznie odwiedza ją 30 mln osób!

Jak odróżnić chramy shintoistyczne i świątynie buddyjskie?
Chram shinto:
– na wejściu jest brama torii (dwie belki pionowe i poprzeczna)
– nazwa kończy się na -jinja, -jingū, -taisha
– czcimy tutaj kami (duchy), często są posągi lisów (inari) oraz strażników komainu (lew-pies), na drzewach i kamieniach liny shimenawa
Świątynia buddyjska:
– duża brama sanmon na wejściu
– nazwa kończy się na -ji, -dera, -in
– posągi buddy, pagody, dzwony, cmentarze, kadzidła
Świątynie w tym miejscu istniały od roku 628, gdy z pobliskiej rzeki Sumida rybacy wyłowili posążek, który po każdym wyrzuceniu ponownie trafiał w ich sieci nawet gdy zmieniali miejsce połowów. Wódz wioski rozpoznał w nim buddyjską boginię Kannon i przebudował swój dom na pierwszą świątynię. Sam posążek nie był publicznie wystawiany od roku 645; według tradycji w IX wieku wykonano kopię, ale ta również pozostaje obecnie ukryta przed publiką. Asakusa w XVII wieku została częścią miasta Edo, znanego dziś jako Tokio. Niestety, świątynia z tych czasów została zburzona w czasie nalotów podczas II Wojny Światowej, a obecne budynki pochodzą z roku 1958, a więc dopiero 6 lat po zakończeniu amerykańskiej okupacji. Nie zdziwcie się więc, jeśli pod drewnianą konstrukcją zauważycie beton.

Pierwsze co mijamy wchodząc na teren kompleksu, to brama Kaminari-mon (brama gromu), której w jej wnękach strzegą Fujin i Rajin (bogowie wiatru i gromu – jeśli graliście w Final Fantasy VIII to zapewne kojarzycie te imiona). W środku bramy wisi gigantyczny lampion Chochin, wykonany z papieru i bambusa – ma prawie 5m wysokości, ponad 3 szerokości i waży niemal 700kg! Lampion ufundował Kōnosuke Matsushita, założyciel Panasonic.


Do głównej sali prowadzi alejka handlowa Nakamise. Można tam kupić mydło i powidło i to miejsce dawno odeszło już od pierwotnej formy sklepików z lokalnych przysmaków – poczułem się trochę jak na naszej Jasnej Górze. Z miejsc które zwiedziłem w Japonii, Senso-ji to jedyne miejsce gdzie jest taka komercyjna alejka, nie kojarzę żadnej innej świątyni i chramu które mają sklepiki, nawet w Kiyomizu-dera w Kioto sklepy kończą się przed pierwszą bramą i nie są częścią kompleksu.

Nakamise to najbardziej zatłoczona część, ale można ją ominąć tyłem sklepów gdzie jest zdecydowanie luźniej. Następnie dochodzimy do drugiej bramy – Hozo-mon, której z kolei pilnują dwaj strażnicy Nio (podobnych widziałem w Osace, w Shitennō-ji). Na lewo znajduje się druga uliczka ze sklepami, Denboin (o której za chwilę) a na prawo znajduje się wiata pod którą ku uciesze zmęczonych turystów rozpylana jest mgiełka wodna.



Mijając drugą bramę warto obejrzeć się za siebie, można wtedy zobaczyć gigantyczny słomiany klapek. Dalej na północ znajduje się plac na którym stoi ogromna kadzielnica (jokoro), w której kadzidła pali się po kilkadziesiąt na raz. Po lewej można podziwiać przepiękną pięciopiętrową pagodę i kilka budynków świątynnych (nie da się do nich wejść, więc zapewne wykorzystywane są przez mnichów).
Zdecydowanie jednak dominuje tutaj jeden widok – główny pawilon, czyli Kannon-do. W środku znajduje się spory ołtarz oddzielony od turystów siatką (inaczej pewnie rozdeptali mnichów), gdzie można wysłuchać śpiewów liturgicznych – dzięki temu, że turyści nie wchodzą do środka, gardłowy głos całkiem donośnie przenosi się na zewnątrz i nie ma problemu z usłyszeniem tej specyficznej melodii, przypominającej tybetański śpiew gardłowy.
Po wschodniej stronie znajduje się też mniejsza shintoistyczna świątynia, którą można poznać po betonowej bramie torii.






Jeśli chcemy zwiedzić mniej zatłoczone miejsca, wystarczy udać się do zachodniej części kompleksu – ogrody, jak i uliczka Denboin są znacznie mniej tłoczne, momentami wręcz puste, podczas gdy 100m dalej za naszymi plecami przetacza się kilka tysięcy turystów – ma się więc trochę wrażenie, że wszyscy idą najkrótszą drogą do głównego budynku nie schodząc z utartego szlaku, a potem zawracają, nie interesując się niczym więcej. Dosłownie 150m na zachód od Hozo-mon znajduje się chociażby chram shinto Sensōji Chingodō i podczas zwiedzania które zajmuje raptem parę minut, minąłem dwie inne osoby. Tę część najlepiej zwiedzić zaczynając na zachód (lewo) od głównego pawilonu, dzięki czemu możemy zobaczyć staw z rybkami koi oraz wiele mniejszych świątynnych budynków otoczonych sporą ilością zieleni, następnie idąc na południe wzdłuż murów świątyni, mijając słynny sklep z melonowymi bułeczkami Asakusa Kagetsudō i obchodząc niedostępne ogrody Denboin, dochodząc do wspomnianego przed chwilą chramu i handlowej uliczki – ostatecznie wracając pod Hozo-mon.




Na zachód od świątyni znajduje się wspomniana rzeka Sumida, sprzed wiaduktu Azumabashi który prowadzi do dzielnicy o tej samej nazwie jest świetny widok na Tokio Sky, oraz budynek browaru Asahi, z charakterystycznym złotym płomieniem na górze, potocznie zwanym „złotą kupą”. Kupa Płomień waży podobno 360 ton!


W Asakusie istnieje duża liczba wypożyczalni które nie tylko ubiorą nas w Kimono/Yukatę, ale też ułożą fryzurę, co pozwoli zwiedzać kompleks w tradycyjnym stroju. Można też zamówić sesję foto, jeśli nie mamy ze sobą profesjonalnego sprzętu lub chcemy być na zdjęciach wszyscy. Warto wcześniej rezerwować skorzystanie z tej atrakcji – kosztuje ok. 100-200zł (zależnie od rodzaju kimona i dodatków), a jeśli zwiedzicie „boczne” alejki o których wspominam, nie powinno być problemu ze zrobieniem sobie fajnego zdjęcia, jakby z minionej epoki



Dodaj komentarz